Arcydzięgla obieramy najlepiej za pomocą gąbki kuchennej. Grubszą część korzenia kroimy w plastry, a pozostałe drobne niech zostaną w całości. Miód podgrzewamy delikatnie, dodajemy sok z cytryn i skórkę z cytryny bez białych części, które mogłyby zaszkodzić naszej nalewce nadając jej goryczy. Teraz kwiaty lawendy , wszystko dokładnie mieszamy i taką miksturą zalewamy arcydzięgiel w słoju. Odstawiamy na parapet niech sąsiedzi widzą i uzbrajamy się w cierpliwość. No właśnie – potrzebujemy cierpliwości na 2 miesiące, czyli w grudniu do spożycia. Na zdrowie!
Jesienne wieczory warto uprzyjemnić sobie czymś wyjątkowym, rozgrzewającym, pysznym. I nie chodzi mi tu absolutnie o grzane wino, bo to temat mocno już nudzący. Co zrobić żeby było Wow! Żeby nasi najbliżsi czy my sami stali się ludźmi bardziej szczęśliwymi, uśmiechniętymi chociaż na moment. Mam plan, proponuję przygotować nalewkę z arcydzięgla, arcy co? No właśnie… z litworu, to brzmi znacznie lepiej. Przepis stary jak świat ale z małymi modyfikacjami. Warto do nich wracać.
Składniki:
- 2-3 korzenie arcydzięgla zwanego litworem
- 500ml miód akacjowy
- 4 cytryny
- Sok z 3 cytryn dodatkowo
- Kwiaty lawendy świeże lub suszone, im więcej tym lepiej
- 500ml alkohol 40 lub 90 procentowy
Przygotowania:
